logo-big

Co przyniesie wiatr od morza?

Zaczęły się wakacje, część z nas wyjedzie nad morze. Tym, którzy zostają w domu, proponujemy lekturę naszego materiału o tym, że warto pomyśleć latem, żeby w domu było cieplej zimą. A wczasowiczom, którzy pojadą jednak zaczerpnąć jodu, podpowiadamy pewną refleksję. Spacerując plażą nad naszym Bałtykiem, gdy na opalanie jest znów za zimno, bo wieje i dmucha, może warto zastanowić się nad potencjałem – niewykorzystanym! – tego wiatru.

Gdy paliwa kopalne wyczerpują się, nietrafione pomysły kolejnych odkrywek przegrywają w sądach, a UE jasno idzie w stronę zwiększania udziału zielonej energii, może warto poważnie zastanowić się nad rozwojem polskiej energii wiatrowej na morzu. Przeciętny urlopowicz nie zauważy różnicy, nadal będzie mógł podziwiać piękno wybrzeża, a zielona energetyka będzie mogła się rozwijać: minimalna odległość wiatraków morskich od brzegu, zagwarantowana w ustawie o obszarach morskich, wynosi 22,2 km, a potencjał jest i to duży! Według ekspertów na polskim Bałtyku mogą powstać elektrownie o mocy nawet 10 GW i mogą dostarczyć około jednej piątej krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Rozwój elektrowni wiatrowych na Bałtyku może być ogromną szansą. Jak szacuje Fundacja na rzecz Energetyki Zrównoważonej (FNEZ) Polska ma jeden z największych potencjałów wiatru na Morzu Bałtyckim. Morskie farmy wiatrowe to rozwój gospodarki, nowe zamówienia dla przemysłu, redukcja bezrobocia, a przede wszystkim możliwość zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Oczywiście trzeba zadbać o to, by przy stawianiu wiatraków, nie ucierpiało rybołówstwo. Morski Instytut Rybacki Państwowego Instytutu Badawczego stoi na stanowisku, iż obszar farm wiatrowych powinien być otwarty dla rybaków, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa żeglugi. Są to decyzje, które Unia pozostawia do rozstrzygnięcia przez wewnętrzne przepisy poszczególnych państw. Na przykład otwarty dla rybaków jest obszar wokół farm wiatrowych na kanale La Manche. Również Belgia pozostawia otwarty obszar wokół wiatraków, ale nie pozwala pływać rybakom bliżej niż na odległość 500 metrów, aby możliwe było udzielenie pomocy ewentualnie poszkodowanej łodzi przez helikopter medyczny. Unia Europejska dąży do tego, by rozwój tej gałęzi przemysłu był zrównoważony, chronił zasoby i umiał wykorzystać potenciał, jakie daje siła wiatru morskiego.

Dla polskich inwestycji związanych z morskimi wiatrakami kluczowym dokumentem będzie plan zagospodarowania polskich obszarów morskich, który w drugiej połowie czerwca przedstawił Urząd Morski w Gdyni.  Projekt z prognozą oceny oddziaływania na środowisko jest do wglądu w siedzibie urzędu. Konsultacje potrwają do 1 sierpnia 2018 roku. Obecny plan zagospodarowania przedstawia wiatraki na ławicy Odrzana, ławicy Słupskiej i na Ławicy Środkowej, obszary te będą otoczone szlakami transportowymi. Na wyniki konsultacji trzeba będzie poczekać, jednak zwolennicy prognozują, że pierwszy prąd z polskiej, morskiej farmy wiatrowej popłynie już w 2022 roku.

W marcu br. stowarzyszenie branży wiatrowej WindEurope zorganizowało na Uniwersytecie Aalto w Espoo w Finlandii konferencję na temat szans i zagrożeń regulacyjnych dla rozwoju energetyki wiatrowej na Bałtyku. Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele rządów, stowarzyszeń energetyki wiatrowej, ośrodków badawczych i firm konsultingowych. WindEurope przedstawiła aktualny stan morskiej energii wiatrowej w Europie oraz potencjał dalszego rozmieszczenia wiatraków na Morzu Bałtyckim. Obecnie zainstalowane i przyłączone do sieci jest 1,5 GW, a do 2030 r. scenariusze przewidują 9-10 GW łącznej mocy. Dzięki temu Morze Bałtyckie będzie drugim co do wielkości morzem z wiatrakami, tuż po Morzu Północnym. Takie zasoby, dają ogromne możliwości, by ambitnie angażować się w rozwój morskiej energii wiatrowej.

Według danych WindEurope w 11 krajach działa obecnie około 4 tys. morskich turbin wiatrowych, zatem wiatr hulający nad morzem to siła z powodzeniem wykorzystywana już przez kraje europejskie.Niepodważalnym liderem pod względem zainstalowanej mocy jest Wielka Brytania, na kolejnych miejscach plasują się Niemcy, Finlandia, Francja, Belgia, Dania, Szwecja, Irlandia, Hiszpania, Norwegia, Holandia i Portugalia.

Nasz najbliższy sąsiad,  Niemcy, w 2017 r. zainstalował wiatraki o mocy 1,25 GW i w ten sposób jego potencjał offshore wzrósł do poziomu 5,39 GW, czyli o ponad 30 proc. W samym tylko sektorze morskim energetyka wiatrowa daje w Niemczech zatrudnienie około 20 tys. osób, a w 2017 r. obroty branży sięgnęły 2 mld euro.

Brytyjskie ministerstwo biznesu, energii i przemysłu podało, że w ostatnim kwartale 2017 r. udział OZE w UK wzrósł nawet do 30,2 proc. dzięki lepszym warunkom wiatrowym. Zjednoczone Królestwo ma to szczęście, że w jego skład wchodzą kraje, które energię odnawialną traktują bardzo priorytetowo. Większość innowacji i ciekawych projektów OZE rozwijanych jest na przykład w niewielkiej Szkocji. To stamtąd pochodził prekursor rozwoju energetyki wiatrowej, profesor James Blyth, który w 1887 roku zbudował pierwszą, eksperymentalną turbinę wiatrową zaopatrującą jego dom w energię elektryczną przez 25 lat. To Szkocja stawia sobie za cel osiągnięcie 100 proc. udziału OZE do 2020 roku, głównie z wiatru, zwłaszcza morskiego. To w szkockim Peterhead w tym roku powstała pierwsza na świecie pływająca farma wiatrowa – złożona z sześciu turbin o łącznej mocy 30 MW. To w Szkocji, u wybrzeży Aberdeen, dwa miesiące temu zainstalowana została największa na świecie pojedyncza turbina-gigant o mocy 8,8 MW i łopatach zamieszczonych  na wysokości 191 metrów: ich jeden pełny obrót zasili przeciętny dom przez cały dzień.

Jak pokazują doświadczenia innych państw, dostęp do morza to niesamowity potencjał. Nad Bałtykiem także “wicher wieje”, jak śpiewał Tadeusz Nalepa, i nawet jeśli “tylko forsa w życiu ważna jest”, to choćby dlatego polski rząd powinien szukać nowych rozwiązań i oszczędności. Nie może być tak, że państwowa spółka PGE przeznacza zaledwie jeden proc. wszystkich swoich inwestycji na energetykę odnawialną. Szczególnie w sytuacji, kiedy ponad 94 proc. Polek i Polaków popiera OZE. Czas zacząć słuchać społeczeństwa i zdrowego rozsądku.

 


Polecamy także: