Nie tylko dla rolników, firm czy właścicieli paneli fotowoltaicznych. Ze Spółdzielni Energetycznej Kazimierza Wielka, działającej w województwie świętokrzyskim, korzystają bardzo różni odbiorcy. Są wśród nich mieszkańcy bloków, właściciele domów i przedsiębiorcy, ale również lokale usługowe oraz placówki ochrony zdrowia. To właśnie ta różnorodność jest jednym z najważniejszych elementów tego modelu i źródłem jego sukcesu.

Spółdzielnia Energetyczna Kazimierza Wielka działa na terenie gmin Kazimierza Wielka, Skalbmierz i Czarnocin. Wyróżnia ją nie tylko różnorodność ale i sposób produkcji energii. Spółdzielnia nie opiera się wyłącznie na fotowoltaice — jako jedna z nielicznych w Polsce łączy fotowoltaikę z energetyką wiatrową, a w przyszłości chce chce zainwestować w małą elektrownię wodną. Jej twórcy podkreślają, że przyszłością lokalnych wspólnot energetycznych nie jest jedno źródło energii, ale dobrze zaplanowany, lokalny miks.
O tym, jak taki model działa w praktyce, kto może z niego skorzystać i dlaczego nie da się go po prostu przenieść jeden do jednego do każdej gminy, Piotr Chałubiński z Polskiej Zielonej Sieci rozmawia z Adamem Muchą ze Spółdzielni Energetycznej Kazimierza Wielka.
Piotr Chałubiński, Polska Zielona Sieć: Proszę opowiedzieć kilka słów o Spółdzielni Energetycznej Kazimierza Wielka: kim jesteście, gdzie działacie i kto dziś tworzy Waszą społeczność? Dlaczego taka inicjatywa powstała właśnie tutaj?
Adam Mucha, Prezes Spółdzielni Energetycznej Kazimierza Wielka: Spółdzielnia Energetyczna Kazimierza Wielka to lokalna wspólnota energetyczna zrzeszająca mieszkańców oraz przedsiębiorców z terenu gmin Kazimierza Wielka, Skalbmierz i Czarnocin. Tworzą ją zarówno osoby prywatne, jak i firmy — od mieszkańców bloków i domów jednorodzinnych, przez rolników, małe sklepy, biura, gabinety kosmetyczne i lekarskie, restauracje oraz przychodnie zdrowia, aż po większe przedsiębiorstwa, w tym firmy zajmujące się między innymi obróbką metali. Od początku zależało nam na tym, aby spółdzielnia nie była projektem dla jednej wąskiej grupy, ale realnym narzędziem dla całej lokalnej społeczności. Energia elektryczna dotyczy przecież każdego — gospodarstw domowych, firm, instytucji i rolnictwa.
Taka inicjatywa powstała właśnie tutaj, ponieważ mieszkańcy naszego regionu są bardzo przedsiębiorczy. To ludzie, którzy nie chcą biernie czekać na rozwiązania narzucane z zewnątrz, ale wolą brać sprawy w swoje ręce. Chcieliśmy stworzyć coś, co w takiej skali w Polsce jeszcze nie funkcjonowało — lokalny model produkcji i rozliczania energii, oparty na współpracy mieszkańców, firm i lokalnych źródeł odnawialnych. Ważny jest również kontekst rozwoju naszej gminy. Kazimierza Wielka ubiega się o status gminy uzdrowiskowej, dlatego szczególnie zależy nam na tym, aby jak największa część energii zużywanej lokalnie pochodziła z odnawialnych źródeł energii. To nie tylko kwestia rachunków, ale również troska o środowisko, jakość powietrza, ekologię i przyszłość naszego regionu.
Jak spółdzielnia działa w praktyce? Czy produkujecie i rozliczacie już energię dla swoich członków, czy jesteście jeszcze na etapie organizacji, przygotowań i pierwszych inwestycji?
Na chwilę obecną jesteśmy największą spółdzielnią energetyczną w Polsce. Nie jesteśmy już wyłącznie na etapie koncepcji czy organizacji — nasz model działa w praktyce. Posiadamy zarówno własne instalacje wytwarzające energię elektryczną, jak również korzystamy z instalacji należących do naszych członków. Zrealizowaliśmy już kilka inwestycji, a większość instalacji została odebrana i produkuje energię na potrzeby spółdzielców. Równolegle prowadzimy kolejne projekty: część instalacji jest w budowie, a następne są na etapie projektowania, uzgodnień, pozyskiwania pozwoleń oraz zawierania umów. W praktyce spółdzielnia działa jako lokalny organizm energetyczny. Energia jest wytwarzana możliwie blisko miejsca jej zużycia, a członkowie mogą korzystać z modelu, w którym lokalna produkcja przekłada się na ich rozliczenia. Dzięki temu pieniądze, które normalnie wypływałyby poza region, w większym stopniu zostają w lokalnej gospodarce.
To bardzo ważne, bo spółdzielnia energetyczna nie jest tylko inwestycją w panele fotowoltaiczne czy turbiny. To system współpracy, rozliczeń, organizacji i zaufania między ludźmi, którzy wspólnie chcą mieć większy wpływ na swoje koszty energii.
Na jakich źródłach energii opieracie dziś swoją działalność i w jakim kierunku chcecie rozwijać spółdzielnię w kolejnych latach?
Jako jedni z nielicznych w Polsce opieramy swoją działalność nie tylko na fotowoltaice, ale również na elektrowniach wiatrowych. To nas wyraźnie wyróżnia, ponieważ wiele spółdzielni energetycznych w kraju bazuje głównie albo wyłącznie na instalacjach fotowoltaicznych. Oczywiście ze względu na obowiązujące przepisy i realia inwestycyjne najszybciej rozwijającym się źródłem wytwórczym pozostaje fotowoltaika. Jest stosunkowo szybka w realizacji, dobrze znana technicznie i możliwa do wdrażania zarówno przy domach, gospodarstwach, jak i przy firmach. My jednak od początku chcieliśmy budować miks energetyczny, a nie opierać się tylko na jednym źródle. Dlatego oprócz fotowoltaiki i energetyki wiatrowej prowadzimy również rozmowy dotyczące dołączenia do spółdzielni małej elektrowni wodnej. Jesteśmy po konkretnych rozmowach w tym zakresie. Czekamy na ramy programowe kolejnej edycji programu „Energia dla Wsi”, który zgodnie z zapowiedziami ma wystartować jesienią tego roku. Chcielibyśmy pozyskać środki między innymi na modernizację małej elektrowni wodnej, wymianę turbin oraz dostosowanie obiektu do obecnych wymagań technicznych i prawnych.
Naszym celem jest budowa stabilnego, lokalnego miksu energetycznego. Fotowoltaika produkuje najwięcej energii w dzień i w okresach słonecznych, wiatr może uzupełniać produkcję w innych porach, a mała elektrownia wodna mogłaby zwiększyć przewidywalność produkcji. W kolejnych latach chcemy rozwijać właśnie taki zróżnicowany model.
Jakie konkretne korzyści spółdzielnia przynosi swoim członkom?
Najbardziej widoczną korzyścią są niższe rachunki za energię elektryczną. Dla wielu gospodarstw domowych i firm energia stała się jednym z istotnych kosztów codziennego funkcjonowania, dlatego możliwość korzystania z lokalnej, wspólnie wytwarzanej energii ma bardzo konkretne znaczenie ekonomiczne. Druga korzyść to większa przewidywalność. Członkowie spółdzielni nie są już wyłącznie biernymi odbiorcami energii, którzy czekają na kolejne podwyżki cen. Stają się częścią lokalnego systemu, który produkuje energię na miejscu i może w większym stopniu kontrolować koszty. Trzecim elementem jest niezależność energetyczna regionu. Oczywiście nie oznacza to całkowitego odłączenia od sieci — nadal korzystamy z infrastruktury operatora systemu dystrybucyjnego — ale oznacza to, że coraz większa część energii potrzebnej mieszkańcom i firmom może powstawać lokalnie. Bardzo ważny jest również aspekt społeczny. Członkowie spółdzielni mają świadomość, że uczestniczą w czymś wspólnym. To nie jest tylko zakup energii od kolejnego sprzedawcy. To udział w lokalnej produkcji, lokalnych inwestycjach i budowaniu bezpieczeństwa energetycznego naszej małej ojczyzny. Dla firm to także element konkurencyjności. Niższe i bardziej przewidywalne koszty energii pomagają planować działalność, inwestować i utrzymywać miejsca pracy. Dla mieszkańców to natomiast realna oszczędność w domowym budżecie.
Co wyróżnia Wasz model na tle innych spółdzielni energetycznych w Polsce?
Wyróżnia nas przede wszystkim skala działania. Jesteśmy największą spółdzielnią energetyczną w Polsce, zarówno pod względem liczby członków, jak i liczby instalacji wytwórczych. To pokazuje, że model spółdzielni energetycznej może wyjść poza etap pilotażu i stać się realnym narzędziem dla większej społeczności. Drugim wyróżnikiem jest różnorodność członków. Nie jesteśmy spółdzielnią stworzoną wyłącznie przez jedną grupę, na przykład tylko rolników albo tylko właścicieli instalacji fotowoltaicznych. Tworzą nas mieszkańcy bloków, właściciele domów, mikroprzedsiębiorcy, większe firmy, rolnicy, lokale usługowe i placówki ochrony zdrowia. Dzięki temu pokazujemy, że energetyka obywatelska może być dostępna dla bardzo różnych odbiorców. Trzecim elementem jest zróżnicowanie źródeł energii. Jako jedni z nielicznych w Polsce łączymy fotowoltaikę z energetyką wiatrową, a w przyszłości chcemy rozwijać również inne źródła, w tym małą energetykę wodną. Uważamy, że przyszłością lokalnych wspólnot energetycznych nie jest jedno źródło, ale dobrze zaplanowany miks.
Wyróżnia nas także podejście praktyczne. Nie chcemy mówić wyłącznie o idei transformacji energetycznej. Chcemy pokazywać konkretne rachunki, konkretne inwestycje, konkretne instalacje i konkretne oszczędności dla członków.
Bardzo ważnym wyróżnikiem jest również informatyka i technologia. System służący do rozliczania członków spółdzielni został stworzony przez nas samodzielnie, przy wykorzystaniu jedynie ogólnodostępnych silników księgowych. Dzięki temu nie jesteśmy uzależnieni od zewnętrznych dostawców oprogramowania ani od długich terminów wdrożenia zmian informatycznych. Taki model pozwala nam znacząco ograniczać koszty, a jednocześnie daje pełną elastyczność działania. Możemy wprowadzać nowe produkty, modele rozliczeń czy rozwiązania organizacyjne w ciągu zaledwie kilku dni, zamiast czekać tygodniami lub miesiącami na dostosowanie systemu przez zewnętrzne firmy. To bardzo ważna przewaga, ponieważ spółdzielnie energetyczne są obszarem nowym, dynamicznym i wymagającym szybkiego reagowania na potrzeby członków oraz zmieniające się przepisy.
Co okazało się największym wyzwaniem na początku — przekonanie mieszkańców, zbudowanie zaufania, finansowanie, przepisy, współpraca z operatorem sieci czy kwestie techniczne? Czy spotykaliście się ze sceptycyzmem i jak udało się go przełamać?
Najłatwiejszym etapem było założenie spółdzielni. Prawdziwe wyzwania zaczynają się później, kiedy spółdzielnia ma realnie funkcjonować, rozliczać członków, prowadzić inwestycje, współpracować z operatorem sieci, pozyskiwać dane, przygotowywać oferty i odpowiadać na pytania członków.
Każdy z tych obszarów jest w Polsce w dużej mierze nowy. Przez to wiele kwestii nie jest jeszcze jednoznacznie ukształtowanych ani w praktyce urzędowej, ani podatkowej, ani organizacyjnej. Spółdzielnie energetyczne są rozwiązaniem przewidzianym w przepisach, ale ich praktyczne funkcjonowanie wymaga przecierania szlaków.
Pierwszym wyzwaniem było wytłumaczenie mieszkańcom i potencjalnym członkom, czym w ogóle jest spółdzielnia energetyczna i na jakiej zasadzie działa. Wiele osób podczas prezentacji oferty nie wierzyło, że taki model naprawdę istnieje. Pojawiały się pytania: „gdzie jest haczyk?”, „dlaczego energia może być rozliczana w tak prosty sposób?”, „dlaczego duże koncerny energetyczne zgadzają się na istnienie takich rozwiązań?”. To naturalne, ponieważ przez lata odbiorcy energii byli przyzwyczajeni do bardzo skomplikowanych rachunków, niezrozumiałych taryf i poczucia, że na rynku energii zwykły człowiek nie ma żadnego wpływu.
Drugim bardzo trudnym obszarem są kwestie formalne i podatkowe. Niestety, w polskim systemie wiele spraw nie jest jednoznacznych. W przypadku rozwiązań, które chcemy wdrażać, bardzo często musimy występować o indywidualne interpretacje podatkowe, aby mieć pewność, że działamy prawidłowo i bezpiecznie. To wydłuża procesy, ale jest konieczne, ponieważ chcemy budować spółdzielnię w sposób odpowiedzialny i transparentny.
Wyzwaniem jest również niewielka wiedza urzędów na temat praktycznego działania spółdzielni energetycznych. Często spotykamy się z sytuacją, w której instytucje same dopytują, czym dokładnie jest taki podmiot, jak działa, jak wygląda rozliczenie i jakie mechanizmy prawne mają tu zastosowanie. To pokazuje, że cały rynek dopiero się uczy tego modelu.
Kolejną kwestią jest finansowanie. Teoretycznie na rynku istnieją programy dotacyjne, pożyczkowe i instrumenty wsparcia, które mogłyby finansować rozwój spółdzielni energetycznych. W praktyce jednak dostęp do nich jest bardzo ograniczony. Często okazuje się, że produkt istnieje na papierze, ale w realnym zastosowaniu nie odpowiada specyfice spółdzielni. Staramy się z tym mierzyć, tłumaczyć potrzeby tego sektora i zabiegać o rozwiązania, które rzeczywiście pozwolą finansować lokalne wspólnoty energetyczne.
Dużym wyzwaniem jest również współpraca z operatorem systemu dystrybucyjnego. Nie chodzi tu o brak dobrej woli, ale przede wszystkim o ograniczenia techniczne i informatyczne. Systemy po stronie operatora nadal nie są w pełni dostosowane do sprawnego rozliczania spółdzielni energetycznych. Dodatkowo zmiany związane z KSeF i modyfikacjami systemów informatycznych powodują, że napotykamy opóźnienia w przekazywaniu danych niezbędnych do rozliczeń. Dla spółdzielni, która ma działać sprawnie i przejrzyście wobec swoich członków, terminowy dostęp do danych jest kluczowy. Sceptycyzm oczywiście występował i nadal czasem występuje. To naturalne przy rozwiązaniu, które dla wielu osób jest zupełnie nowe. Widzimy jednak bardzo pozytywne zjawisko: osoby, które na początku nie zdecydowały się na przystąpienie do spółdzielni, po czasie wracają do rozmów. Często dzieje się tak po konsultacjach ze znajomymi, którzy już są członkami spółdzielni, korzystają z bilansowania i widzą realne efekty na rachunkach. Najlepszym sposobem przełamywania sceptycyzmu okazała się więc praktyka — konkretne rozliczenia, konkretne oszczędności i opinie osób, które już z tego rozwiązania korzystają.
Czy z działania spółdzielni mogą realnie skorzystać także osoby mniej zamożne, seniorzy albo mieszkańcy, którzy wcześniej nie interesowali się energetyką? Co powiedzielibyście komuś, kto myśli: „to nie dla mnie”?
„Oczywiście. Z dobrodziejstw, jakie daje spółdzielnia energetyczna, może skorzystać praktycznie każdy odbiorca energii elektrycznej — zarówno gospodarstwo domowe, jak i firma. Szacujemy, że w przypadku gospodarstw domowych zmniejszenie kosztów energii elektrycznej może wynosić około 25–30%, natomiast w przypadku firm oszczędności mogą sięgać nawet około 40%. To są wartości, które mają realne znaczenie. Każdy z nas wie, jak istotną część domowego budżetu stanowią dziś rachunki za energię elektryczną. Oszczędność na poziomie kilkudziesięciu procent może być ważnym wsparciem zarówno dla rodzin, seniorów, osób mniej zamożnych, jak i dla przedsiębiorców, którzy każdego miesiąca ponoszą wysokie koszty prowadzenia działalności.
Naszym celem było stworzenie modelu prostego i zrozumiałego. Chcemy, aby członek spółdzielni wiedział, za co płaci, z czego wynika jego rachunek i jakie elementy można optymalizować. Nasz sposób działania opiera się na realnym zużyciu energii, prostych stawkach i czytelnej konstrukcji oferty. Dzięki temu osoby, które wcześniej patrzyły na rachunek za prąd jak na dokument niemożliwy do zrozumienia, zaczynają interesować się tym, co faktycznie tworzy ich koszty. Bardzo ważnym elementem naszej działalności jest edukacja członków. Nie ograniczamy się wyłącznie do rozliczenia energii. Tłumaczymy, analizujemy rachunki, wyjaśniamy różnicę między energią czynną i bierną, sprawdzamy taryfy dystrybucyjne, opłaty abonamentowe i inne składniki kosztów. W przypadku firm szukamy również możliwości ograniczenia opłat związanych z energią bierną, którą pobierają urządzenia, a którą można skutecznie kompensować i dzięki temu obniżać całkowite koszty energii. Osobie, która mówi: „to nie dla mnie”, odpowiedziałbym, że właśnie o to chodzi, aby energetyka przestała być tematem zarezerwowanym dla specjalistów. Nie trzeba znać wszystkich przepisów, taryf i mechanizmów rynku energii, aby korzystać z lokalnej spółdzielni energetycznej. Od tego jest spółdzielnia, żeby ten proces zorganizować, uprościć i dać mieszkańcom oraz firmom realną korzyść.
Uważam, że dziś trudno powiedzieć, że energetyka, ekologia i odpowiedzialność za nasze wspólne dobro, jakim jest Ziemia, „nie są dla mnie”. Każdy z nas korzysta z energii elektrycznej. Każdy płaci rachunki. Każdy oddycha tym samym powietrzem i każdy powinien zwracać uwagę na to, skąd pochodzi energia — czy z paliw kopalnych, czy z odnawialnych źródeł energii. Spółdzielnia energetyczna łączy te dwa światy: daje realne oszczędności ekonomiczne, a jednocześnie wspiera lokalną, czystszą i bardziej odpowiedzialną produkcję energii.
Czy spółdzielnia zmienia relacje między mieszkańcami? Czy wspólna produkcja i korzystanie z lokalnej energii budują nowe więzi, współpracę i poczucie odpowiedzialności za wspólnotę?
Bardzo trudno udzielić na to pytanie jednej, jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ ile osób, tyle opinii i różne poziomy zaangażowania. Spółdzielnię energetyczną można w pewnym sensie porównać do spółdzielni mieszkaniowej. Są członkowie, którzy aktywnie interesują się jej funkcjonowaniem, angażują się w rozwój, promują ideę tańszego i bardziej ekologicznego prądu oraz widzą w tym coś więcej niż tylko niższy rachunek. Dla takich osób spółdzielnia jest wspólnym projektem, lokalną inicjatywą i narzędziem do budowania większej niezależności energetycznej. Są jednak również osoby, które patrzą na spółdzielnię bardziej praktycznie — podobnie jak część członków spółdzielni mieszkaniowej. Oczekują przede wszystkim sprawnego administrowania, przejrzystych rozliczeń i konkretnej korzyści finansowej. I to również jest zrozumiałe. Nie każdy musi angażować się organizacyjnie czy promocyjnie, aby być częścią takiego modelu. Najważniejsze jest to, że spółdzielnia energetyczna daje przestrzeń dla obu tych postaw. Z jednej strony pozwala osobom aktywnym współtworzyć coś nowego i realnie wpływać na lokalną transformację energetyczną. Z drugiej strony daje zwykłym odbiorcom energii proste, praktyczne narzędzie do obniżenia kosztów i korzystania z lokalnej energii odnawialnej. Z czasem zauważamy jednak, że sama świadomość uczestnictwa w takim rozwiązaniu zmienia sposób myślenia wielu osób. Członkowie zaczynają interesować się tym, skąd pochodzi energia, jak wygląda rachunek, czym jest energia czynna, energia bierna, bilansowanie czy lokalna produkcja. To buduje większą świadomość i odpowiedzialność.
Dlatego uważam, że spółdzielnia może wzmacniać relacje między mieszkańcami, ale nie dzieje się to z dnia na dzień. To proces. Najpierw pojawia się konkretna korzyść ekonomiczna, później większe zaufanie, a dopiero potem poczucie, że jesteśmy częścią czegoś wspólnego. Właśnie w tym widzę dużą wartość spółdzielni energetycznej — łączy praktyczne oszczędności z budowaniem lokalnej współpracy i odpowiedzialności za wspólne dobro.
Czy rozwiązania, które wypracowaliście, są uniwersalne i łatwe do skopiowania w innych gminach?
Uważam, że rozwój spółdzielni energetycznych nie może opierać się na zasadzie „kopiuj-wklej”. Tak jak różni są ludzie, różne są potrzeby lokalnych społeczności, różne są regiony, dostępne źródła energii, profile odbiorców i możliwości inwestycyjne. Dlatego nie można mówić o jednym gotowym modelu, który wystarczy przenieść w inne miejsce i będzie działał dokładnie tak samo. Spółdzielnia energetyczna jest żywym organizmem. Zmienia się każdego dnia, tygodnia i miesiąca. Pojawiają się nowi członkowie, nowe potrzeby, nowe źródła wytwórcze, zmieniają się przepisy, ceny energii, warunki techniczne i możliwości finansowania. Na wszystkie te zmiany trzeba reagować na bieżąco, dobierając rozwiązania odpowiednie do konkretnej grupy członków i konkretnego obszaru działania. W Polsce trudno byłoby dziś znaleźć dwie identyczne spółdzielnie energetyczne. Każda powstaje w innych warunkach, każda opiera się na trochę innych założeniach i każda musi odpowiadać na inne potrzeby. Inaczej będzie wyglądała spółdzielnia oparta głównie na rolnikach, inaczej na przedsiębiorcach, inaczej na mieszkańcach domów jednorodzinnych, a jeszcze inaczej tam, gdzie dużą część członków stanowią mieszkańcy bloków. Można oczywiście korzystać z doświadczeń innych, unikać błędów, analizować dobre praktyki i inspirować się rozwiązaniami, które już działają. Natomiast kluczowe jest indywidualne podejście. Każdy region wymaga osobnej analizy: zużycia energii, dostępnych źródeł odnawialnych, profilu odbiorców, możliwości przyłączeniowych, potrzeb członków i lokalnych uwarunkowań.
Dlatego nasz model może być inspiracją, ale nie powinien być traktowany jako gotowy schemat do skopiowania. Najważniejsze w spółdzielni energetycznej jest to, aby była dopasowana do ludzi, którzy ją tworzą. To właśnie oni — ich potrzeby, zaangażowanie, możliwości i oczekiwania — decydują o tym, jaki model będzie miał sens w danym miejscu.