Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, że opłaty za wodę pitną kryją w sobie koszt zużytej energii elektrycznej, niezbędnej do jej dostarczenia. To wyzwanie, które stoi przed każdym samorządem i jego spółkami komunalnymi.
Proces dostarczania wody rozpoczyna się od jej wydobycia spod ziemi, później konieczna jest kontrola jakości, czasem oczyszczanie i magazynowanie. Konsumpcja wody, zwłaszcza w gospodarstwach domowych, przebiega według określonych wzorców czasowych. Najwięcej wody zużywamy między godzinami: 16:00 a 22:00, gdy domownicy wracają z pracy lub szkoły i rozpoczynają codzienne czynności takie jak pranie, gotowanie, mycie czy podlewanie ogrodów.

To ogromne obciążenie dla lokalnej sieci wodociągowej samorządu. To jednak tylko połowa wyzwania – zużyta woda musi wrócić jako ścieki do oczyszczalni, co wiąże się z kolejnymi pompami i długimi trasami przewozu cięższych niż czysta woda substancji. Aby system działał poprawnie, codziennie należy uruchomić pompy o dużej mocy. Brak ich działania oznacza spadek ciśnienia i brak wody z kranów. Koszt energii elektrycznej potrzebnej do funkcjonowania sieci wodno-kanalizacyjnej jest zazwyczaj jedną z najważniejszych pozycji w budżecie samorządu, obok oświetlenia ulic. Wzrost cen prądu oznacza więc automatyczny wzrost cen wody, a jej brak jest przecież nie do przyjęcia.
Sytuacja poprawia się nieco w południowej Polsce, gdzie ukształtowanie terenu jest bardziej pofałdowane – góry i wzgórza pozwalają na budowę zbiorników wodnych na wyższych partiach terenu. Woda może być pompowana do takich zbiorników przez całą dobę, aby następnie w momentach największego zapotrzebowania, np. wieczorem, grawitacyjnie spływać z powrotem, co pozwala ograniczyć zużycie pomp i rozłożyć zużycie energii bardziej równomiernie w ciągu dnia. Istnieje też możliwość uruchamiania pomp w godzinach największej produkcji energii przez panele fotowoltaiczne, co dodatkowo optymalizuje koszty. W takich warunkach można nawet kupić prąd taniej, a czasem uzyskać zapłatę za pobór nadmiaru energii, która występuje w sieci w tych godzinach.
To, co dla wielu jest problemem, może jednocześnie okazać się ogromną szansą. Polska jest krajem nizin, lecz przepływa przez nią wiele rzek, które niosą ze sobą ogromną energię wodną zmierzającą w kierunku morza. Niestety, nasza gospodarka wodna i energetyka słabo ją wykorzystują. Mimo powszechnego przekonania o braku warunków do rozwoju hydroelektrowni z powodu płaskiego terenu i okresowych susz, potencjał ten jest znaczny. Na podstawie rozmów z samorządami zakładającymi spółdzielnie energetyczne można stwierdzić, że małe elektrownie wodne mogłyby funkcjonować w co trzeciej polskiej gminie. Takie instalacje działają nawet 10-11 miesięcy w roku, dostarczając samorządom energię zwłaszcza wtedy, gdy jest ona najbardziej potrzebna – w nocy i w sezonie zimowym. Pod warunkiem, że formalności z lokalnym zarządcą wód, czyli Wodami Polskimi, zostaną dopięte. Zaangażowanie jednostek samorządowych w takie projekty pozytywnie wpłynie również na retencję wód, co oznacza lepsze zatrzymywanie wody i poprawę zasobów wodnych w glebie, co jest istotne w kontekście ochrony środowiska.
Elektrownie szczytowo-pompowe są doskonałym sposobem magazynowania energii. Zamiast inwestować w kosztowne baterie pełne chemikaliów, lepiej wykorzystać naturalną siłę grawitacji, magazynując wodę na wyżej położonym zbiorniku. Niestety budowa takich instalacji jest w Polsce ograniczona do historycznych obiektów. Wiele z nich to pełniące kiedyś funkcję wież ciśnień budowle, które dziś są rzadko wykorzystywane, czasem służą jako atrakcje turystyczne, a niekiedy są rozbierane. W obecnych warunkach gospodarczych i zmienności cen energii, rewitalizacja takich obiektów mogłaby przynieść oszczędności dla społeczności lokalnych. Problemem pozostaje ich wycena, ponieważ nie buduje się już takich konstrukcji na masową skalę. Może jednak zamiast sięgać do starej inżynierii sprzed wojny, warto przyjrzeć się podobnym współczesnym konstrukcjom, jakimi są silosy zbożowe. Polska ma przecież rozwinięty sektor rolniczy i producentów silosów. Wielofunkcyjne wykorzystanie takich wież jako małych elektrowni szczytowo-pompowych to ciekawa idea, choć na razie wymaga dalszych badań i eksperymentów. Energia obywatelska powinna być tworzona przez obywateli, a Polacy wielokrotnie udowadniali, że są zdolni do kreatywnych i skutecznych rozwiązań.
Autor: Łukasz Pałucki